News
Ciekawostki

Nasze prezentacje

Zleć nam poszukiwanie samochodu dla Ciebie

Nasze prezentacje

Audi A1 1.2 TFSI Attraction - a mogło być tak pięknie

Audi A1 1.2 TFSI Attraction - a mogło być tak pięknie

Audi A1 to z założenia stylowa, miejska propozycja marki z Ingolstadt, mająca zachęcić do siebie młodych, modnych i ambitnych ludzi. Ale czy ta sztuka rzeczywiście się udała i jak samochód wypada na tle konkurencji? Najwyższy czas by to sprawdzić.

Wbrew pozorom stworzenie dobrego auta miejskiego segmentu B nie należy do najłatwiejszych zadań. Dlaczego? Bo przy projektowaniu tego typu samochodów trzeba dokonać skrupulatnej optymalizacji kosztów, gdyż margines błędu jest niewielki, a trzeba uzyskać jak najlepszą relację jakości do ceny końcowej auta. W końcu to jedne z najtańszych pojazdów, dlatego ich cena nie może być zbyt wysoka, a jednocześnie ich jakość musi być zadowalająca, spełniająca wciąż przecież rosnące wymagania klientów. Ale nawet tutaj są wyjątki potwierdzające regułę, czyli auta premium, w których główną rolę gra jakość, a cena schodzi na drugi plan. To samochody drogie w porównaniu do konkurencji, ale lepsze pod względem jakości, dostępnego wyposażenia, nierzadko wnoszące ze sobą rozwiązania znane tylko z wyższych segmentów rynku. Ale to często również samochody wyjątkowe, jak np. MINI w stylu "modern-retro" nawiązujące do legendarnego modelu sprzed lat, lub jak Alfa Romeo MiTo, której bazę stylistyczną stanowi niesamowite 8C Competizione. Ten kawałek tortu obfity w bitą śmietanę stał się również celem dla Audi, które może późno, ale w końcu postanowiło uszczknąć go trochę dla siebie. Dokonać ma tego model A1, którego podstawowa wersja 1.2 TFSI Attraction z 2011 roku trafiła w nasze ręce.

Model A1 to w prostej linii następca produkowanego od 1974 roku modelu 50, który już 6 miesięcy po rozpoczęciu produkcji narodził się także jako znany wszystkim Volkswagen Polo. Niestety, zmuszone przez Volkswagena Audi musiało w 1978 roku porzucić plany rozwoju swojego "małego" projektu i zająć się dopieszczaniem większych i bardziej luksusowych modeli. I tak było przez kolejne 32 lata, aż do roku 2010 kiedy to na Salonie Samochodowym w Genewie zaprezentowano model A1. Oczywiście, po drodze w latach 1999-2005 było A2, ale to zupełnie inna koncepcja samochodu i inna historia zakończona fiaskiem.

Jeśli w środku nocy...

...ktoś zbudziłby mnie i pokazał jako pierwszej osobie na świecie zdjęcie A1 jeszcze na długo przed jego premierą, to bez cienia wątpliwości stwierdziłbym, że to w 100%... Audi. To efekt pracy Stefana Sielaffa, człowieka odpowiedzialnego za projekt tego auta, który zebrał chyba wszystkie elementy charakterystyczne dla marki z Ingolstadt i zawarł je w małym nadwoziu "A jedynki". To nie oznacza jednak, że nie znajdziemy tutaj niczego nowego. Owszem twarz tego najmniejszego Audi to kopia starszego rodzeństwa, szczególnie tego ekskluzywnego i sportowego jak R8, a tył to ukłon w stronę modeli z literką Q na początku. Jednak tak okrągłego profilu nie ma już żaden inny "władca czterech pierścieni", co jest zasługą krótkiego tylnego zwisu i stromo opadającej klapy bagażnika łagodnie przechodzącej w dach niczym w rasowym coupe. Z kolei niektóre detale jak osadzenie lusterek bezpośrednio nawiązują do takich modeli jak TT czy R8. Wszystko to wygląda ładnie i nawet trochę drapieżnie, ale poprawnie... niestety zbyt poprawnie. Ta stylistyczna "czystość" to pięta Achillesowa A1. Czemu? Bo ona po prostu nie umie grać na uczuciach i emocjach. Weźmy konkurencję w postaci Alfa Romeo MiTo czy MINI, gdzie zależność między poziomem zachwytu a czasem poznawania jest wprost proporcjonalna - im dłużej zgłębiamy urodę i naturę tych aut, tym bardziej nas fascynują i tym więcej chcemy o nich wiedzieć. W przypadku "A jedynki" ta relacja jest odwrotnie proporcjonalna, początkowe zauroczenie szybko mija, a my po chwili zaczynamy oglądać się za czymś innym, i nawet taboret kuchenny z promocji w Ikei może wydać się nam ciekawszy od tego małego Audi. Brutalne i złośliwe porównanie? Takie ma właśnie być, by pokazać jak bardzo niemiecka marka minęła się z celem, który powinien przyświecać jej w czasie tworzenia modelu A1.

Jeśli w "A jedynce" jest coś...

...co mogłoby zmienić ten negatywny obraz po pierwszym poznaniu, to z całą pewnością nie jest to także wnętrze. Na próżno szukać tu czegoś zaskakującego jak wielki obrotomierz na środku kokpitu (vide MINI) czy sportowego blichtru (vide Alfa Romeo MiTo). Ba, tu nawet ciężko odnaleźć agresywny design deski rozdzielczej z Audi R8 czy choćby "modernistyczny ład" znany z Audi A5 - kokpit "A jedynki" jest ułożony, ergonomiczny, a wskaźniki i konsola centralna są na wskroś czytelne, dzięki czemu nikt nie powinien czuć się tutaj zagubiony. No dobrze, jest jeden "rodzynek" designerski, kratki wentylacyjne stylizowane na silniki turbowentylatorowe to całkiem spora doza szaleństwa, ale to wszystko wewnątrz "A jedynki" co można określić słowem "wow". Cała reszta jest po prostu poprawna do bólu, chciałoby się rzec typowo klasyczno-niemiecka, czyli nudna, czarna jak węgiel i porywająca równie mocno co seans hipnotyczny w wykonaniu Anatolija Kaszpirowskiego. Nie pomaga tu nawet lekko sportowy chwyt w postaci delikatnie zwróconej w stronę kierowcy konsoli środkowej oraz gruba i świetnie leżąca w dłoniach kierownica. Na szczęście "A jedynka" trzyma poziom w tym, z czego słynie niemiecka marka z czterema pierścieniami w "herbie", czyli jakości użytych do wykończenia wnętrza materiałów - wszystko jest miłe w dotyku, nie ma stuków, nic nie skrzypi i nie jest nadmiernie plastikowe. Dlatego tym bardziej dziwi mała wpadka przy wykańczaniu samego wnętrza, bo jak inaczej nazwać obnażone prowadnice foteli, które z całą pewnością nie cieszą oczu użytkownika i nie wpływają pozytywnie na jego samopoczucie. Nie lepiej wygląda sprawa z systemem audio - fabryczny zestaw "Chorus" zawiera wyłącznie przednie głośniki, z których wydobywają się dźwięki nie wiele lepsze niż z radiowęzła w hipermarkecie. Tego stanu rzeczy nie tłumaczy nawet podstawowa wersja wyposażenia - notabene, która nie rozpieszcza przepychem - tym bardziej, że cały czas mówimy o samochodzie premium, a to w końcu do czegoś zobowiązuje.

"A jedynka" wbrew temu, co można by sądzić po jej wymiarach zewnętrznych, zapewnia całkiem przyzwoitą ilość miejsca w kabinie i nawet z tyłu nikt nie powinien czuć się jakoś specjalnie skrępowany - pamiętając o tym, że mamy do czynienia z autem segmentu B. Nawet samo zajmowanie miejsca na tylnej kanapie nie nastręcza zbytnich problemów mimo, że wchodzimy tam, jakby nie patrzeć, przednimi drzwiami. Tu należą się słowa uznania dla projektantów, którzy efektywnie wykorzystali nie największą przecież, bo 247-centymetrową odległość między osiami płyty podłogowej koncernu Volkswagena o symbolu PQ25, z której korzystają również najnowsze Seat Ibiza IV i Volkswagen Polo V. Całość obrazu dopełnia bagażnik o objętości 270 litrów, który być może nie wystarczy na dwutygodniowy wypad ze znajomymi poza miasto, ale za to jest ustawny i foremny niczym wózek na zakupy. Tutaj warto dodać, że klapa bagażnika "porywa" ze sobą tylne lampy, ale to na co rzeczywiście warto zwrócić uwagę, to zdublowanie tych świateł w małej diodowej formie na nadkolach - bezpieczne, urocze i stylowe rozwiązanie, które wizualnie upodabnia tylną część A1 do Fiata 500. Hmm... przypadek?

Przysłowie mówi...

..."w zdrowym ciele, zdrowy duch". Parafrazując, posiadacze A1 z podstawowym silnikiem mogą powiedzieć "w małym ciele, małe serce". Jednostka napędowa, która porusza "A jedynkę" to wzorcowy przykład "downsizingu", czyli mały silnik benzynowy o pojemności 1.2-litra wsparty turbosprężarką. I od razu jedno już wiadomo, fani mocnych wrażeń nie mają tutaj czego szukać, bo 86 KM mocy i sprint do "setki" w 11,7 sekundy z całą pewnością nie przyspieszą bicia ich serca. Ale taki był zamysł konstruktorów tej jednostki napędowej, która jako podstawowe źródło zasilania Audi A1 ma być przede wszystkim oszczędna i radzić sobie dobrze w miejskich warunkach. Pomaga w tym typowo miękkie turbodoładowanie, które ma zapewniać nie tabuny koni mechanicznych, a siłę pociągową momentu obrotowego, którego wartość wynosi tutaj aż 160 Nm dostępnych w szerokim zakresie od 1500 obr./min do 3500 obr./min. To oznacza elastyczność i charakterystykę silnika przypominającą bardziej typowego diesla niż benzynę. Reakcja jednostki napędowej na dodanie gazu przy niskich obrotach jest zdecydowana, a samochód sprawnie nabiera prędkości. To doskonałe rozwiązanie w miejskich warunkach, kiedy często zwalniając przed różnego rodzaju utrudnieniami w ruchu, nie musimy ciągle machać ręką i redukować biegów by sprawnie przyspieszyć. Ale nawet gdyby tak było, to byłaby to czysta przyjemność, bo drążek zmiany biegów ma całkiem krótki skok i chodzi lekko oraz precyzyjnie trafia tu gdzie powinien.

Układ jezdny "A jedynki" to jeden z jej najmocniejszych punktów, który w tym przypadku pod względem potencjału zdecydowanie wyprzedza jednostkę napędową. Widać, że został zaprojektowany tak, aby sprostać czemuś więcej niż tylko 86-koniom mechanicznym mocy. Zawieszenie Audi A1 przejawia cechy typowe dla samochodów spod znaku "czterech pierścieni", czyli dobre wyważenie między komfortem a sportem, z lekkim naciskiem na to drugie, dzięki czemu "A jedynka" prowadzi się grzecznie, pewnie i przewidywalnie. Z pewnością to jedno z najbardziej sportowo zestrojonych aut segmentu B, choć nie oczekujmy tu typowo gokartowego prowadzenia się a'la MINI.

Bardzo ciężko jest...

...sprawiedliwe ocenić Audi A1. Dlaczego? Bo jest bohaterem tragicznym jak "Dwie Twarze" z Batmana, Dr. Jekyll i Mr. Hyde czy też serialowy Dexter Morgan. Jednak o ile przytoczone przeze mnie postaci miały dwa różne, ale pełne oblicza, o tyle "A jedynka" wciąż stoi na rozdrożu - nie jest ani zdecydowanie dobra, ani zdecydowanie zła, ale też nie jest nijaka. Po pierwszym roku produkcji liczba egzemplarzy A1 przekroczyła 100 000. To dużo, ale też i mało, gdyż Audi zakładało po tym czasie zbliżyć się do wartości 150 000 sztuk. Ktoś może powiedzieć, że to wynik ciążącego fatum modelu A2 sprzed ponad 10 lat. Możliwe, ale przyczyn należy upatrywać chyba gdzie indziej. Do czego zmierzam? Nie wiedzieć czemu ktoś w Ingolstadt zdecydował się zrobić samochód inny niż konkurencja podążając w zupełnie przeciwną stronę niż rywale. Zamiast pójść na całość i stworzyć przebojowego zawadiakę z "błyskiem w oku", panowie z Audi postanowili powołać do życia klasowego prymusa, bardzo dobrego z większości szkolnych przedmiotów, ale strasznie słabo radzącego sobie w byciu "cool & trendy". Cóż, szkoda straconej szansy, bo mogło być pięknie, a tak jest tylko poprawnie. Dlatego, jeśli lubisz stylowe dodatki i przeciętności mówisz stanowcze oraz kategoryczne NIE, a dbałość o najmniejsze szczegóły nie jest ci obca, to z całą pewnością obecne wcielenie Audi A1 nie znajdzie się na Twojej "gwiazdkowej" liście życzeń.

Krótko i na temat: Audi A1 jest jak jogurt naturalny, bardzo zdrowy, ale wciąż niezaspokajający potrzeb kubków smakowych.

DANE TECHNICZNE:

Napędza

Silnik: benzynowy z turbosprężarką, R4,8V

Położenie: poprzecznie, z przodu

Pojemność skokowa: 1197 cm3

Moc: 86 KM przy 4800 obr./min

Moment obrotowy: 160 Nm przy 1500-3500 obr./min

Skrzynia biegów: ręczna, 5-biegowa

Napęd: na przednie koła

 

Kontroluje

Zawieszenie przednie: niezależne, kolumny McPhersona

Zawieszenie tylne: półzależne, belka skrętna

Hamulce przednie: tarczowe wentylowane

Hamulce tylne: tarczowe

Opony przednie: 185/60 R15

Opony tylne: 185/60 R15

 

Ogranicza

Wymiary (dł./szer./wys.): 3954 x 1740 x 1416 mm

Rozstaw osi: 2469 mm

Rozstaw kół (przód/tył): 1477/1471 mm

Masa własna: 1115 kg

Ładowność: 375 kg

Bagażnik: 270/920 l

Zbiornik paliwa: 45 l

Typ nadwozia: hatchback

Ilość drzwi/miejsc: 3/5

 

Wyzwala

Przyspieszenie (0-100 km/h): 11,7 s

Prędkość maksymalna: 180 km/h

Średnie zużycie paliwa: 5,1 l/100 km

 

 Tekst i foto: Tomasz Horna